Jak słyszymy płeć w języku. O feminatywach i męskiej dominacji językowej.
Sierpień 10, 2018
by Ewa Bujacz

Artykuł dla Was napisała kobieta o wiele bardziej kompetentna ode mnie, jeśli chodzi o kwestie językowe – Paulina Zagórska, znana na Instagramie jako @doktorkanieuczka. Z wykształcenia anglistka, doktora nauk humanistycznych (językoznawstwo), z zawodu adiunktka, lektorka i tłumaczka, a z przekonań ateistka, feministka i lewaczka.

 

Wstęp, czyli co nam się wydaje

5 sierpnia 2018 r. przeprowadziłam ekspresową ankietę wśród moich Obserwujących na Instagramie. Pierwsze pytanie brzmiało: „Jak myślicie, w Polsce mamy więcej lekarzy czy lekarek?”. Drugie: „Jak myślicie, w Polsce mamy więcej specjalistów czy specjalistek?”. Przez trzy godziny odpowiedzi na oba pytania udzieliło ok. 400 osób. W obu przypadkach wskazano na większą liczbę mężczyzn: ok. 55% w odpowiedzi na pierwsze pytanie i ok. 65% w odpowiedzi na drugie pytanie. Oczywiście o ile nie można powiedzieć, że instagramowa ankieta stanowi dobre źródło solidnych danych statystycznych, o tyle wydaje mi się, że udzielone odpowiedzi mniej więcej odpowiadają temu jak – jako społeczeństwo – wyobrażamy sobie udział płci w bardziej prestiżowych branżach.1

Tymczasem według danych Naczelnej Izby Lekarskiej obecnie w każdej grupie wiekowej wśród lekarzy przeważają kobiety (dane na 10 lipca 2018 r.):23

Zakładając, że lekarze uzyskują prawo wykonywania zawodu w wieku ok. 25 lat, w Polsce mamy więcej lekarek niż lekarzy przynajmniej od 1972 r. (a więc przynajmniej od 46 lat, czyli półtora pokolenia), a mimo to nadal wydaje nam się, że to mężczyźni stanowią w tym zawodzie większość.

Jeśli chodzi o specjalistów i specjalistki, możemy zajrzeć do danych GUS:

Już w 2013 r. 64% specjalistów było de facto specjalistkami. Biorąc pod uwagę, że z każdym rokiem przybywa kobiet z wyższym wykształceniem4, specjalistek również będzie przybywać.

A jednak wydaje nam się, że to mężczyźni są w Polsce liczebniejszymi specjalistami niż kobiety.

Skąd ten dysonans? Osobiście uważam, że stąd, że kobiety lekarki, kobiety specjalistki czy kobiety naukowczynie są mniej obecne w powszechnej świadomości, niż wynikałoby to z danych statystycznych – dlatego, że o nich nie słyszymy.

A nie słyszymy o nich, bo brakuje nam słów, żeby te kobiety nazwać.

Lingwistyka feministyczna

Lingwistyka (lub inaczej językoznawstwo) feministyczna podejmuje kwestie związane z dyskryminacją kobiet w języku, badając struktury językowe pod kątem sprawiedliwości społecznej, a także sprawdzając, czy język w równym stopniu reprezentuje kobiety i mężczyzn, wychodząc przy tym z założenia, że ma on patriarchalny charakter,5 a więc faworyzuje mężczyzn. Językoznawcy i językoznawczynie feministyczni zwracają uwagę na asymetrię językową, która w języku polskim przejawia się6 m.in. w tym, że:

  • Zwroty adresowane do anonimowego nadawcy są standardowo w rodzaju męskim: Czy skorzystałeś już z naszej promocji?

  • Nazwy zawodów często nie mają żeńskiego odpowiednika: minister, pediatra.

  • Formy czasowników w l. mn. przybierają zazwyczaj rodzaj męskoosobowy niezależnie od tego, czy w grupie osób, do której się zwracamy, występuje przewaga kobiet czy mężczyzn: zgromadziliśmy się tu.

  • Niektóre terminy odnoszące się do grupy mężczyzn i kobiet są androcentryczne: dziadkowie to dziadek i babcia.

  • Formy męskie przeważają nad żeńskimi w systemie zaimków: kto, ktoś, każdy, wszyscy.

  • Brakuje pojęć jednowyrazowych związanych z kategorią żeńskości: adoptując chłopca, usynawiamy go, a córkę…?

  • Jest wyraźna tendencja do pozytywnego wartościowania fraz z przymiotnikiem męski, np. męska rozmowa, męska ambicja, oraz negatywnego wartościowania połączeń z przymiotnikami kobiecy/babski: kobieca zmienność, babskie gadanie. Również: podjęła męską decyzję, ale płacze jak baba.

Taka asymetria bywa też nazywana męską dominacją językową lub częścią androcentryzmu. Męska dominacja językowa występuje w wielu językach (np. w angielskim przykładem są nazwy zawodów takie jak fireman, businessman, policeman). Od 1987 r. UNESCO, zaś od 1990 r. Rada Europy w swoich rekomendacjach zalecają zwalczanie tego zjawiska na rzecz równouprawnienia kobiet i mężczyzn w języku.

Pierwsze polskie studentki, lekarki, naukowczynie

Historycznie przyczyną asymetrii w nazewnictwie zawodów – zwłaszcza tych prestiżowych, związanych z władzą czy wyższym wykształceniem – jest fakt, że stosunkowo od niedawna kobiety mają do nich dostęp. Choć dziś pełnia praw obywatelskich jest dla nas oczywistością, Polki wywalczyły sobie7 prawa wyborcze dopiero 100 lat temu. Jeśli chodzi o możliwość studiowania, w 1894 r. Kazimiera Bujwidowa, żona profesora UJ, emancypantka, wykorzystała istniejący już przepis o hospitacji – możliwości uczęszczania na wykłady i podchodzenia do egzaminów, ale bez prawa do uzyskania dyplomu – i namówiła 60 kobiet do złożenia podania o przyjęcie na UJ. Udało się tylko trzem z nich, ale już 20 lat później, w 1913 r., kobiety stanowiły ok. 33% studentów tej uczelni. 8 Wiele Polek studiowało również za granicą, choć też nie bez trudności; malarka Zofia Stryjeńska podjęła w 1911 r. studia w Monachium… przebrana za mężczyznę (została zdemaskowana rok później), a o trudnościach i złośliwościach, z którymi musiała mierzyć się Maria Skłodowska-Curie, dwukrotna noblistka, pierwsza kobieta profesor w historii Sorbony, krążą legendy. W Polsce po raz pierwszy kobieta została doktorką habilitowaną w 1919 r.9 Z kolei za pierwszą lekarkę w Polsce uważa się Annę Tomaszewicz-Dobrską, Warszawiankę, która studia medyczne ukończyła w Zurychu, po czym kontynuowała naukę w Wiedniu i Berlinie. W 1881 r. nostryfikowała swój dyplom w Rosji, a rok później rozpoczęła praktykę w Warszawie jako pediatra i ginekolożka.10

Krótka historia feminatywów w języku polskim

Feminatywy to rzeczowniki rodzaju żeńskiego utworzone od rzeczowników męskich, a więc derywaty oznaczające żeńskość.11 Doktorka Paulina Pycia-Košćak w swojej rozprawie doktorskiej12 rysuje krótką historię feminatywów w słownikach języka polskiego. I tak pierwsze z nich zostały zarejestrowane w 1854 r. w Słowniku Języka Polskiego S. B. Lindego, na przykład: dyrektorka, adwokatka, filozofka, malarka, aktorka. W 1978 r. Marian Kucała stwierdził stanowczo, że formy –lożka, jak np. filolożka, są nie tyle niepoprawne, ile po prostu nie istnieją. W 1996 r. Andrzej Markowski w Praktycznym słowniku poprawnej polszczyzny wskazuje „brak akceptacji społecznej” jako argument przeciwko używaniu słów typu radiolożka, ale w 2002 r. uznaje formy filolożka, laryngolożka, psycholożka za niepoprawne. Od 2009 r. można zaobserwować systematyczny wzrost liczby feminatywów w słownikach i poradnikach językowych, co odzwierciedla wzrastającą stale liczbę kobiet specjalistek.

Feminatywy dzisiaj

Jeśli chodzi o tworzenie nazw zawodów, tytułów i stopni naukowych dla kobiet, obecnie w języku polskim mamy dwie tendencje:

  1. Tworzenie feminatywów, tj. nazw żeńskich od nazw męskich (najpopularniejsza i najbardziej produktywna jest tu końcówka –ka), np. nauczycielka, laryngolożka.

  2. Używanie struktury pani + rzeczownik w rodzaju męskim, np. pani doktor, pani redaktor.

O ile struktura pani + rodzaj męski nie wzbudza większych emocji (no chyba że jest się taką szablozębną feministką jak ja), o tyle feminatywy wzbudzają emocje mocno gorące. Pozwolę sobie zacytować kilka komentarzy i wiadomości prywatnych z Instagrama, które otrzymałam na temat feminatywów:

  • Dla mnie to jest niepotrzebne wydziwianie na siłę.

  • Kiedy skończę studia będę INŻYNIEREM. Inżynierka brzmi po prostu idiotycznie.

  • Te wszystkie końcówki żeńskie są debilne.

  • Idiotyczne wymysły.

  • Co za kretyński pomysł, żeby na siłę tworzyć formy żeńskie.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej temu, co się nam w tych biednych feminatywach tak bardzo nie podoba, i spróbujmy przy okazji choć trochę je odczarować.

Feminatywy a poprawność językowa

Bardzo często argumentem przeciwko używaniu feminatywów jest ich rzekomy brak poprawności językowej. Rada Języka Polskiego stwierdza jednak jasno, że:

(…) formy żeńskie nazw zawodów i tytułów są systemowo dopuszczalne. Jeżeli przy większości nazw zawodów i tytułów nie są one dotąd powszechnie używane, to dlatego, że budzą negatywne reakcje większości osób mówiących po polsku. To, oczywiście, można zmienić, jeśli przekona się społeczeństwo, że formy żeńskie wspomnianych nazw są potrzebne, a ich używanie będzie świadczyć o równouprawnieniu kobiet w zakresie wykonywania zawodów i piastowania funkcji.”13

Oznacza to, że jedyną przeszkodą w rozpowszechnianiu feminatywów jest opór społeczny, a nie – brak poprawności. Warto tu przypomnieć, że Rada Języka Polskiego jest najważniejszą w Polsce instytucją orzekającą na temat (nie)poprawności w polszczyźnie. A zatem możemy subiektywnie czuć inaczej, ale jeśli RJP mówi, że feminatywy są poprawne językowo, to znaczy, że są poprawne. I już.

Czy feminatywy naprawdę brzmią tak głupio?

Skoro kwestię poprawności feminatywów mamy z głowy, weźmy się za kolejnego smoka, a imię jego: feminatywy źle brzmią.

Przyznaję, ta bestia jest trudniejsza do pokonania, bo ma wiele łbów, no i dotyczy subiektywnych odczuć i prywatnych opinii, które bardzo często nijak się mają do faktów i z którymi w związku z tym ciężko dyskutować.

Łeb pierwszy: Niektóre zbitki, jak na przykład –tktka w słowie adiunktka są faktycznie dość trudne do wymówienia.

Tniemy: Na co dzień używamy innych naprawdę trudnych do wymówienia słów (a przynajmniej trudnych do wymówienia według „Faktu”)14, jak np. żółć, szczęście, następstwo, źdźbło, bezwzględny. I jakoś sobie radzimy.

Łeb drugi: Końcówka –ka, poza swoją mocą słowotwórczą, ma również moc zdrabniającą. Można więc zgodzić się, jeśli ktoś twierdzi, że czuje, że doktorka to taki mały doktorek, co faktycznie nie brzmi szczególnie dumnie (niezależnie od rzeczywistych wymiarów rzeczonej doktorki), a przecież skoro już osiągnęłyśmy coś w życiu, to jednak oczekujemy, że będziemy traktowane z należnym nam szacunkiem.

Tniemy: Czy nauczycielka brzmi nam jak mały nauczycielek? Nie sądzę. A czy fryzjerka brzmi nam jak jakiś tyci fryzjer? Wątpię. Dlaczego nie mamy problemu ze sprzątaczką, za to zęby bolą przy profesorce?

Po pierwsze, jesteśmy przyzwyczajeni do feminatywów w zawodach tradycyjnie zdominowanych przez kobiety… oraz o niskim prestiżu. Co ciekawe, o ile Linde w swoim słowniku z 1854 r. nie miał problemu z takimi słowami jak adwokatka czy filozofka, o tyle totalnie wyłożył się na artystce, którą uznał za słowo dziwne i obco brzmiące. Czy dzisiaj artystka też brzmi dziwacznie, głupio, prześmiewczo? Jestem pewna, że nie – od 1854 r. słyszeliśmy już to słowo setki razy. Podobnie jak nie rażą już nas kierowniczka czy menadżerka, co dowodzi, że w znacznym stopniu są to kwestie przyzwyczajenia i osłuchania.

Po drugie, Patrycja Krysiak widzi tu wpływ patriarchalnej tradycji społecznej, w której prestiżowe funkcje i stanowiska piastują mężczyźni.15 Oznaczałoby to, że aby dostąpić tych samych zaszczytów, kobieta musiałaby odrobinkę stać się mężczyzną – co doskonale ilustruje powszechna (no, prawie!) akceptacja form takich jak pani profesor, pani premier. Zostawiamy w ten sposób tytuły i stanowiska nieskalane kobiecością. Kobieta, skoro już się do tego miejsca dopchała, jest tu na doczepkę – dosłownie. Doktorka Agnieszka Małocha-Krupa, współautorka Słownika nazw żeńskich polszczyzny, wyjaśnia, że:

[w] dawnej polszczyźnie nazw żeńskich było więcej. Paradoksalnie, to kobiety, dążąc do równouprawnienia, chciały się nazywać tak samo jak mężczyźni i doprowadziły do zatrzymania procesów tworzenia wielu nazw zawodów, funkcji, także nazwisk z przyrostkami żeńskości.”16

A zatem to same kobiety czują, że forma męska dodaje im powagi. Mamy 57% lekarek i 64% specjalistek, a nadal potrzebują one mówić o sobie w rodzaju męskim, żeby czuć się pewniej?

Łeb trzeci: Zdarza się, że forma żeńska pokrywa się ze słowem o innym znaczeniu, jak np. blacharzblacharka, pilotpilotka, drukarzdrukarka.

Tniemy: W większości takich sytuacji chodzi o zawody tradycyjnie silnie zmaskulinizowane – np. pilotek mamy w Polsce raptem ok. 3–6%.16 Warto jednak zauważyć, że i to się zmienia. W PRL krążył taki żarcik językowy:

Polak człowiek. Polka taniec.

Fin człowiek. Finka nóż.

Ziemianin człowiek. Ziemianka taka chatka.

Węgier człowiek. Węgierka śliwka.

Anglik dżentelmen. Angielka kostka lodu z dziurką.

Kanadyjczyk człowiek. Kanadyjka rodzaj kajaka.

Filipińczyk facet. Filipinka gazeta.

Szwed człowiek. Szwedka kurtka

Hiszpan człowiek. Hiszpanka grypa.

Amerykanin człowiek. Amerykanka mebel.

Czy dzisiaj, mówiąc o Amerykance, myślimy o meblach? Czy Angielka nadal jest dla nas kostką lodu z dziurką? Czy słysząc Polka, oczyma duszy widzimy warkocze i wirującą czerwoną spódnicę?17

Analogicznie, jest zatem więcej niż prawdopodobne, że w przyszłości, słysząc pilotka, nie będziemy myśleć o czapce, tylko…18

Przy okazji: jakoś nikt nie wyśmiewa grafika (wiemy, że nie chodzi o terminarz) czy pilota (wiemy, że nie chodzi o zmienianie kanałów w TV), mimo, że używamy tych słów zdecydowanie częściej, niż słowa czapka-pilotka.

Czy feminatywy są głupie?

Przed nami prawdziwy Cthulhu wśród argumentów przeciwko feminatywom, potwór zrodzony ze stuleci patriarchatu, bestia o paszczy uzębionej stereotypami, a imię jej: przekonanie, że feminatywy są głupie. Katarzyna Hołojda donosi, że ponad połowa Polek uważa feminatywy za śmieszne i infantylne, a ich używanie postrzega jako walkę z urojonym wrogiem. Ponad 80% kobiet w ogóle nie wie, czym są feminatywy, lub nigdy o czymś takim nie słyszało. 19

Widzicie już, czemu to bydlę jest takie podstępne? To potwór, który drzemie w nas samych; 80% z nas nie wie, czym są feminatywy, ale i tak JUŻ ICH NIE LUBIMY.

Według badań Hołojdy feminatywy wzbudzają niemal wyłącznie negatywne skojarzenia – co ciekawe, nawet jeśli kobieta nie ma takich skojarzeń, to sama świadomość, że inni je mają, sprawia, że będzie unikać żeńskich derywatów. Warto tu też przypomnieć, że nawet Rada Języka Polskiego przyznaje, że to opór społeczny jest największą przeszkodzą na drodze do upowszechnienia feminatywów.

Hołojda przytacza wypowiedzi swoich ankietowanych, przeciwnych używaniu feminiatywów:

  • strach o posądzenie o sympatyzowanie z feminizmem;

  • strach przed śmiesznością;

  • strach przed uznaniem za osobę nieprofesjonalną;

  • uznanie męskich form za wystarczające, by nazwać istniejącą rzeczywistość.

Przy okazji Hołojda odnotowuje znaczny poziom agresji w wypowiedziach ankietowanych przeciwniczek feminatywów, agresji, którą – jak sądzę – wiele z nas odczuło też empirycznie. Według mnie szczególnie bolesne jest kojarzenie feminatywów z negatywnymi stereotypami związanymi z feminizmem. Nie chcę tutaj rozwodzić się nad tym, dlaczego feminizm to takie brzydkie słowo; dość napisać, że mnóstwo kobiet mówi o sobie „jestem za równouprawnieniem, ale nie za feminizmem.” To jak powiedzieć: „jestem człowiekiem, ale nie homo sapiens.”

Według badań Hołojdy kobiety kojarzą też feminatywy z brakiem prestiżu: o ile nie mają problemu z końcówką –ka przy zawodach tradycyjnie kobiecych (nauczycielka, opiekunka), o tyle większość czuje opór przeciw używaniu tej samej końcówki w przypadku prestiżowych zawodów; przytaczałam już cytat Agnieszki Małochy-Krupy o tym, że to same kobiety uznały żeńskie końcówki za uwłaczające.

Pytania Hołojdy są tu bardzo na miejscu: czy kobiety uważające feminatywy za śmieszne postrzegają kobiety jako niepoważne? Czy niechęć do feminatywów wynika z lęku, że jeśli nazwę się w rodzaju żeńskim, zostanę odebrana jako nieprofesjonalna? Wreszcie: jak to, co myślimy o feminatywach, przekłada się na to, jak postrzegamy relacje płci? Czy kobiecość faktycznie oznacza śmieszność w określonych kontekstach?

Jak oswoić feminatywy i dlaczego warto

W badaniach Hołojdy błyska też światełko w tunelu: połowa ankietowanych kobiet uznała, że istnieje realna potrzeba tworzenia żeńskich form zawodów, stopni i tytułów. Maciejewska mówi, że:

Aby osiągnąć rzeczywistą równość, kobiety i mężczyźni muszą być postrzegani i odbierani jako równi sobie. Oznacza to eliminację takiego języka, który wyklucza, obraża lub niewłaściwie prezentuje kobiety.20

Czyż fakt, że nie istnieją słowa nazywające kobiety na wysokich, prestiżowych stanowiskach, nas nie wyklucza? Czy to, że mówi się do kobiet w rodzaju męskim, nas nie obraża? Czy brak feminatywów nie sprawia, że jesteśmy niewłaściwie – a raczej wcale – reprezentowane w przestrzeni publicznej?

Jak zauważa Patrycja Krysiak, fakt, że to formy męskie są podstawowe, generyczne, wywołuje wrażenie, że płeć męska jest ważniejsza i uniwersalna.21 W takim układzie kobiety stanowią jedynie jakąś pochodną od mężczyzny, jego poślednią formę. Jak Ewa, stworzona z żebra Adama.

Język ma pewnego rodzaju funkcję magiczną: nazywając coś, sprawiamy, że zaczyna to istnieć i funkcjonować w zbiorowym imaginarium. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że skoro ciągle mówimy o ginekologach i neurochirurgach, to oczyma wyobraźni widzimy statecznych panów z wąsem i/lub łysinką, więc w głowie nam się nie mieści, że ci lekarze mogą być kobietami – jestem pewna, że wiele osób poważnie zwątpiło, czy dane o lekarkach i specjalistkach, które zamieściłam na samym początku, nie są zmanipulowane. Skoro od ładnych paru lat kobiety dominują w branżach tradycyjnie postrzeganych jako męskie, może wypadałoby odnotować ten fakt w języku? A co, jeśli za parę lat to lekarka stanie się standardem, na co swoją drogą jasno wskazuje sukcesywnie rosnąca liczba studentek medycyny? Dalej będziemy nazywać większość rodzajem niezgodnym z płcią tej większości? Przecież do pielęgniarzy nie mówimy panie pielęgniarko.

Zupełnie realnym zagrożeniem jest w moim odczuciu budowanie w kobietach przekonania, że pewne stanowiska, zawody, stopnie i tytuły zwyczajnie nie są dla nich, skoro nie ma nawet słów, żeby je nazwać w odniesieniu do kobiet. Stereotypy płciowe kształtują się wcześnie w życiu i jestem w stanie wyobrazić sobie, że jeśli jako dziewczynki nie słyszymy o kobietach wykonujących prestiżowe zawody, możemy dorosnąć w poczuciu, że się do takich zawodów nie nadajemy. Jeśli także chłopcy nie usłyszą o takich kobietach, możemy wychować sobie bardzo ograniczone społeczeństwo.

Mnóstwo kobiet mówi, że nie potrzebuje udowadniać swojej kobiecości poprzez feminatywy, że formy męskie są wystarczające. Pytanie tylko, dlaczego w żadnym innym aspekcie życia nie tolerowałybyśmy na dłuższą metę zwracania się do nas w rodzaju męskim? Dlaczego nikogo nie dziwi, że nie mówię o sobie pani Krzysztofowa Zagórska, tudzież pani Porucznikowa, co byłoby standardem jeszcze na początku XX wieku? Dlaczego w komunikacji twarzą w twarz szlag by nas trafił, gdyby ktoś zwracał się do nas uparcie pani sąsiedzie, pani petencie, pani kliencie… Za to za zupełnie normalne uważamy zwracanie się do nas w ten sposób wyłącznie w kontekście zawodowym, naukowym, profesjonalnym. Dlaczego mamy rezygnować z bycia kobietami, żeby dostać prestiż i szacunek, który przecież należy się za osiągnięcia i dokonania, a nie za sprawę tak losową jak płeć?

Co zatem zrobić?

Na dobry początek proponuję, żeby zwyczajnie się zastanowić nad tym, w jaki sposób postrzegamy siebie, świat, otaczającą nas rzeczywistość – i czy to, w jaki sposób o tych rzeczach mówimy, oddaje naszej percepcji sprawiedliwość.

Następnie można spróbować świadomie zrezygnować z utrwalania stereotypów i uprzedzeń w języku. Może odpuśćmy sobie to głupie robić coś jak baba – no chyba że naprawdę uważamy, że 52% populacji stale nie ogarnia, i tylko psim swędem dochrapało się swojego wykształcenia, zawodu, tytułu, pozycji.

Można też spróbować zastanowić się, które feminatywy są dla nas akceptowalne, i jeśli takie są, to zacząć ich używać. Czy jeśli akceptuję socjolożkę, to cokolwiek stoi na przeszkodzie, żeby powiedzieć, że moja ginekolożka jest świetna? Czasem nie trzeba nawet zbyt wiele kombinować: pediatra, psychiatra czy logopeda już kończą się na –a, więc wystarczy dołożyć zaimek wskazujący ta.

W najgorszym razie przynajmniej nie wyśmiewajmy ludzi, którzy feminatywów używają. Hołojda w swoim raporcie podsumowuje:

Dlaczego kobiety chcą, by feminatywy zakorzeniły się w polszczyźnie? Ponieważ zależy im na usuwaniu nierówności płci na wszystkich płaszczyznach (…). Tworzenie i używanie form feminatywnych powoduje także likwidację niewidzialności kobiet (…). Językowy obraz świata zdradza, co o świecie widzimy. Zmiany w języku są jedną ze zmian w systemie społecznym.”

Debilne, idiotyczne i kretyńskie to są krzywdzące stereotypy i narzucane na siłę role społeczno-kulturowe, a nie milutkie, puchate, kochane słowa, które przecież emancypują kobiety i pozwalają im zaznaczyć swoją obecność. Usuwanie nierówności płci to zadanie skądinąd całkiem godne i szlachetne, więc nawet jeśli nie chcemy przykładać do niego ręki, to może chociaż darujmy sobie szydzenie z tych, którzy próbują coś zrobić w kierunku większego równouprawnienia kobiet i mężczyzn.

Można też się przyłączyć i zrobić coś dobrego bez wychodzenia z domu, staranniej redagując swoje wpisy na Facebooku, Twitterze czy Insta.

Świat się zmienia, a wraz z nim język, który ten świat nazywa, opisuje i stwarza w zbiorowej wyobraźni. Mnóstwo kobiet przed nami utorowało nam drogę do tego, żeby szczytem osiągnięć i ambicji nie musiała być dla nas doskonała strucla, znosząc przy tym szykany, wyzwiska i pewnie nie raz wykładając się o kłody rzucane im pod nogi. Ile kobiet nie miało szans wykorzystać swojego potencjału tylko dlatego, że było kobietami?

Zofia Stryjeńska nie miała możliwości studiowania jako kobieta, więc musiała przebierać się za mężczyznę. Pamiętajmy o tym i celebrujmy to, że dzisiaj naprawdę nie musimy już doklejać sobie sumiastego wąsa.

PODZIĘKOWANIA

Chciałabym serdecznie podziękować Ani Czerepaniak i Jagodzie Ratajczak za wsparcie językowe, oraz za wszystkie inspirujące komentarze i wiadomości prywatne, które otrzymałam w związku z dyskusją o feminatywach na moim instakoncie.

Bibliografia:

Źródło pierwszego zdjęcia: http://zabkowiceslaskie4you.pl/2016/12/niezwykle-przedsiewziecie-wyjatkowych-kobiet-czyli-o-niecodziennym-slowniku-i-absolwentce-zabkowickiego-lo/

1 Sądzę, że z powodu przewagi kobiet o poglądach lewicowo-feministycznych wśród moich Obserwujących wyniki ankiety przeprowadzone na bardziej reprezentatywnej próbie wskazałyby na znacznie mniejszą liczbę kobiet wśród lekarzy i specjalistów.

2 Źródło: https://www.nil.org.pl/__data/assets/pdf_file/0015/131424/Zestawienie-nr-03.pdf.

3 Wśród dentystów i dentystek kobiet jest jeszcze więcej: kobiety stanowią tu 75% całej czynnej zawodowo branży.

4 W 2014 r. kobiety stanowiły już 60% wszystkich studentów w Polsce. Źródło: https://kobieta.wp.pl/raport-polka-na-studiach-5982769708995713a.

5 Agnieszka Leszczyńska, http://pismozadra.pl/archiwum/zadra-6/422-feministki-o-jezyku

6 Źródło przykładów: https://pl.wikipedia.org/wiki/Męska_dominacja_językowa oraz http://www.umwd.dolnyslask.pl/fileadmin/user_upload/Organizacje_pozarzadowe/Dolnoslaska_Akademia_Gender-Poradnik_Rownosciowy_F-Grejpfrut.pdf.

7 „Wywalczyły sobie” jest tu lepszym określeniem niż „otrzymały”. Zainteresowanych odsyłam do felietonu Sylwii Chutnik: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1684900,1,98-lat-temu-polki-otrzymaly-prawa-wyborcze-nie-byl-to-prezent-ale-efekt-staran-rzeszy-kobiet.read.

8 Cały tekst: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,18170349,Studentki_w_gorsetach__Pierwsze_Polki_na_uniwersytecie.html.

9 Źródło: http://www.pan.poznan.pl/nauki/N_213_04_Mlodozeniec.pdf.

10 Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Tomaszewicz-Dobrska.

11 Źródło: http://www.akademiagender.cba.pl/gm3.html.

12 Całość: https://sbc.org.pl/Content/12698/doktorat2737.pdf.

13 Źródło pełnego oświadczenia: http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1359:stanowisko-rady-jzyka-polskiego-w-sprawie-eskich-form-nazw-zawodow-i-tytuow.

14 Źródło: https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/9-najtrudniejszych-polskich-wyrazow-dla-obcokrajowcow-do-wymowienia/67msskq.

15 Źródło: http://www.umwd.dolnyslask.pl/fileadmin/user_upload/Organizacje_pozarzadowe/Dolnoslaska_Akademia_Gender-Poradnik_Rownosciowy_F-Grejpfrut.pdf.

16 Źródło: https://www.tanie-loty.com.pl/blogi/3152-kobiety-w-lotnictwie-1.html.

17 Źródło obrazka: https://soundscapemusictherapy.com/2012/10/18/song-spotlight-beer-barrel-polka/

18 Źródło obrazka: http://www.aviationcareerspodcast.com/acp057-international-airline-pilot-and-mom-karlene-petitt/

19 Źródło: http://www.umwd.dolnyslask.pl/fileadmin/user_upload/Organizacje_pozarzadowe/Dolnoslaska_Akademia_Gender-Poradnik_Rownosciowy_F-Grejpfrut.pdf.

20 Źródło: https://docer.pl/doc/en5e1.

21 Źródło: http://www.umwd.dolnyslask.pl/fileadmin/user_upload/Organizacje_pozarzadowe/Dolnoslaska_Akademia_Gender-Poradnik_Rownosciowy_F-Grejpfrut.pdf.